
W niektórych krajach (np. we Francji) proceder odbywa się na ogromną skalę.
Zasada jest prosta. Jeśli kierowcę "złapała" na przekroczeniu
prędkości kamera, a nie żywy policjant na nagraniu nie widać czasami,
kto prowadził samochód. Właściciel może wtedy podać, że samochód
prowadził ktoś inny - pisze Gazeta Wyborcza.
Pomysł na sprzedawanie punktów przyszedł prawdopodobnie z Hiszpanii.
Tam podobno sprzedaje się miesięcznie punkty za 30 mln euro.
Czy u nas także osiągnie ten poziom?
